Ten blog korzysta z plików cookies na zasadach określonych tutaj
Zamknij
12.02.2026

FILM, MEDIA & GRY, MODA, KULTURA & SZTUKA

Od inspiracji do oskarżenia: prawo i spory o plagiat w muzyce

Słuchając współczesnych utworów można czasami odnieść wrażenie, że w muzyce prawie wszystko już było, a kolejne dzieła są powtarzalne. Od wieków przecież muzyka opiera się na inspiracjach i czerpie z wielu znanych motywów oraz schematów muzycznych. Przy tym nierzadko trudno jest wyznaczyć, gdzie przebiega granica pomiędzy dozwoloną inspiracją a nieuczciwym przywłaszczeniem sobie twórczości innych osób. Coraz częściej na całym świecie dochodzi do sporów sądowych o plagiat, a choć część procesów kończy się zawarciem ugody, to warto wiedzieć, jak tworzyć legalnie, by nie narazić się na odpowiedzialność za plagiat.

Czym w ogóle jest plagiat?

Plagiat (łac. plagium – kradzież ) nie ma swojej definicji w żadnym akcie normatywnym. Przyjmuje się najczęściej, że jest to bezprawne przywłaszczenie sobie cudzego utworu lub jego fragmentu.

Nie wszystkie przypadki są jednak jednoznaczne, a czasem konieczna będzie analiza bogatego orzecznictwa sądowego, które nie zawsze rozwiewa wątpliwości. Tym bardziej, że samo pojęcie utworu budzi nierzadko wiele kontrowersji, a przecież plagiatu można dokonać jedynie na cudzym utworze (więc na przejawie działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalonym w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia).

Sprawę komplikuje fakt, że plagiat nie zawsze musi mieć charakter jawny, który czasem chciałoby się nazwać wręcz plagiatem ordynarnym, czyli takim, w którym plagiator wprost podpisał się pod cudzym dziełem. Plagiat pewnie częściej ma charakter ukryty, którego cechą jest stosowanie zabiegów mających na celu zamaskowanie dzieła źródłowego i „wpisanie” go w dzieło plagiatora. Niełatwa jest wtedy również ocena, czy do plagiatu doszło w sposób zamierzony. Część prawników uważa, że do plagiatu może dochodzić jedynie świadomie, choć praktyka orzecznicza pokazuje, że nie zawsze tak będzie. Przywołać można tu choćby sprawę George’a Harrisona, który po rozpadzie The Beatles nagrał piosenkę „My Sweet Lord” (1970), która została uznana za nieświadomy plagiat utworu The Chiffons pod tytułem „He’s so fine” (1962).[1]

Muzycy czerpią bowiem z języka muzyki, który składa się z wielu różnych form wyrazu oraz środków przekazu. W tym sensie niczym nie różni się od innych języków, którymi ludzie się posługują. Język ten jest wspólny dla wszystkich i nie może być zmonopolizowany. Wszelkie układy harmoniczne, poszczególne skale, na których najczęściej bazują utwory, są wspólne dla wszystkich i pozwalają tworzyć muzykę od wielu lat.

Wobec tego, że w procesach twórczych czerpie się ze wspólnego źródła muzycznego, to możliwości twórcze są w pewnym sensie skończone, a z całą pewnością wtórne. To sprawia, że czasem trudno jest odróżnić, czy twórca dokonał plagiatu, czy – najzwyczajniej – posłużył się środkami wyrazu, których zawłaszczyć nie można.

Poszukując swego rodzaju uniwersalnego testu, który pozwoli ocenić, ile przejętej muzyki, to już plagiat, w przeszłości dość karkołomnie próbowano forsować koncepcje czterech taktów, pięciu sekund, czy siedmiu dźwięków, do długości których skopiowanie danego fragmentu miało być dozwolone. Żadna z nich jednak nie analizuje złożoności dzieła muzycznego ani nie bierze pod uwagę specyfiki i odmienności muzyki na tle innych dziedzin sztuki.

A przecież muzyka to język emocji, w którym uschematyzowany jest cały system komunikowania. Utwory muzyczne w zdecydowanej większości powstają w konkretnych układach harmonicznych, w których następstwa dźwięków i akordów są zazwyczaj z góry podyktowane, a możliwości twórcze – wbrew pozorom – są ograniczone. Szczególnie instrumentaliści doskonale wiedzą, jak wiele ćwiczeń, etiud i prostych utworów brzmi (niemal) identycznie. Wielokrotnie utwory te są podobne do wszystkiego, a przez to – do niczego. Nie ma się co dziwić, skoro system tonalny stanowi podstawę twórczości muzycznej od setek lat i został już niemal wyczerpany, a twórczość ta jest niestety wtórna. I choć zdecydowana większość utworów opiera się na podobnych schematach i harmonii tonalnej oraz niezbyt skomplikowanej strukturze, to prawo autorskie chroni także i te przejawy twórczości.

Kiedy zatem dochodzi do plagiatu?

Przyjmuje się, że o plagiacie można mówić po spełnieniu trzech przesłanek (tak m. in. G. Mania). Po pierwsze, niezbędne jest przejęcie z czyjegoś utworu elementów oryginalnych. Prawo autorskie chroni utwory, które cechują się twórczością o indywidualnym charakterze. Jeśli nie można stwierdzić, że dany wytwór ma tę cechę, to wówczas plagiat na takim wytworze nie będzie naruszeniem przepisów prawa autorskiego. Należy jednak pamiętać, że nie każde użycie cudzego utworu muzycznego (np. adaptacja na inny instrument) musi być uznana za utwór w rozumieniu art. 1 PrAut. Każdorazowo należy ustalić, czy aranżacja taka „wzbogaca pierwotne dzieło o nowe pierwiastki twórcze w zakresie melodii, harmonii czy innych elementów tworzywa muzycznego” (tak Sąd Apelacyjny w Poznaniu w wyroku z 20 grudnia 2012 roku, I AGa 89/22, LEX nr 3488150).

Dozwolone jednak będzie cytowanie danych fragmentów, jednakże wówczas konieczne jest oznaczenie autorstwa i źródła utworu cytowanego (poprzednio rozpowszechnionego), zaś cel cytatu ma służyć wyjaśnieniu, analizie krytycznej, nauczaniu lub ma być uzasadniony prawami gatunku twórczości (np. parodii). Dodatkowo, należy zachować odpowiednią relację pomiędzy cytatem a utworem, na potrzeby którego cytujemy.

Po drugie, konieczna jest rozpoznawalność przejętych elementów. Jeżeli dochodzi do przejęcia utworu lub choćby jego fragmentu, to należy zbadać, czy zaczerpnięty fragment został na tyle istotnie zmodyfikowany, by dało się go jeszcze rozpoznać.

Uważam, że rozpoznawalność utworów i zdolność skojarzeniowa są na tyle subiektywne, że nie one powinny przesądzać, czy doszło do kradzieży muzycznej. Jestem przeciwnikiem tzw. testu przeciętnego słuchacza, który polega na sprawdzeniu, czy przecięty słuchacz, porównując utwory, będzie w stanie rozpoznać plagiat. Test ten jest nieprzydatny tym bardziej, gdy jest wykonywany tylko przez sędziego, który stara się wczuć w przeciętne postrzeganie większej grupy ludzi.

Znacznie bardziej wartościowe są analizy muzykologiczne, dzięki którym można porównać utwory i sprawdzić, czy nie czerpią one z jakiegoś źródła, które nie jest chronione przez prawo autorskie. Pokazuje to szczególnie spór pomiędzy Edem Sheeranem a Samim Chokrim,[2] na kanwie którego badano, czy piosenka „Shape of you” (2017) jest plagiatem piosenki „Oh Why” (2015).

Obydwa utwory powstały na tej samej skali pentatonicznej, która jest budowana jedynie z pięciu stopni i stanowi podstawę utworów muzycznych od wielu wieków. Obecnie zresztą bardzo chętnie wykorzystywana jest niemal we wszystkich odmianach muzyki rozrywkowej. I choć rzeczywiście sporne utwory brzmią podobnie, to dopiero analiza muzykologiczna pokazuje, że do plagiatu nie doszło. Gdyby zresztą uznano odmiennie, trzeba by przyznać artyście monopol na muzyczny system znaków, schematy i układy harmoniczne lub gamy, czy inne elementy muzyczne, na które nikt przecież nie ma wyłączności. To tak, jakbyśmy wyłączyli z powszechnego użycia cały dialekt, albo pewne zasady gramatyczne lub niektóre związki frazeologiczne, które w języku istnieją od lat.

Czasem jednak, nawet jeśli pewne elementy zostaną skopiowane, to ich istotne przetworzenie doprowadzić może do powstania całkowicie różnego dzieła, z którego trudno wyodrębnić utwór wyjściowy. Wówczas o plagiacie nie można mówić, tym bardziej, gdy uzna się, że zapożyczono jedynie pomysł (którego prawo autorskie nie chroni).

Wreszcie (jako trzecią przesłankę) przyjmuje się, że plagiat wymaga oznaczenia utworu własnym nazwiskiem. Oznaczenie to nie musi być dosłowne – może bowiem objawiać się samym zachowaniem plagiatora, który stworzyć może błędne przekonanie, że utwór do niego należy, gdy zagra go podczas koncertu – bez wskazania, że jest to utwór cudzy.

W orzecznictwie polskim dość rzadko orzekano w sprawach o plagiat muzyczny. Większość głośnych spraw toczyła się poza granicami kraju – szczególnie w Stanach Zjednoczonych bądź w Wielkiej Brytanii. Wiele z sporów kończy się zresztą ugodami, w wyniku których najczęściej dochodzi do zachowania w poufności okoliczności sprawy.

Tym niemniej warto odwołać się choćby do wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 30 lipca 2012 roku (sygn. akt I ACa 483/12, niepubl.), w którym stwierdzono, że „utwór, czerpiący inspirację z dzieła innego twórcy, wykorzystuje zbliżoną, a nawet tożsamą linię melodyczną (refren), a nadto większą część tekstu poszczególnych zwrotek. Z istoty plagiatu wynika, że dochodzi do niego wówczas, gdy następuje wykorzystanie elementów cudzego utworu w takim stopniu, iż brak jest twórczej działalności plagiatora i jego utwór nie nosi cech oryginalności. Niezbędne jest zatem zapoznanie się przez niego z treścią i formą utworu stanowiącego źródło materiału przejętego do utworu własnego. (…) Nadto istota plagiatu wyraża się w stworzeniu przez plagiatora w sposób bezprawny pozoru autorstwa. Stan ów powstanie wówczas, gdy odbiorcy utworu mogą się znaleźć w błędzie, co do rzeczywistego autorstwa”. Należy więc zakładać, że w sprawach o plagiat te przesłanki będą przez sądy badane.

Granica jest jednak cienka

Czasem trudno rozgraniczyć dozwolone wykorzystanie cudzej twórczości od bezprawnego wkroczenia w prawa innych twórców. Plagiat polegać może nie tylko na przejęciu utworu bądź jego fragmentów wprost, ale również może przybrać postać plagiatu ukrytego. W tym przypadku naruszyciele przywłaszczają sobie cudzą twórczość („podpisują się pod nią”), albo starają się wpisać cudze utwory do swojego dzieła i w pewien sposób zakamuflować to działanie. Czasem też plagiat ukryty może mieć postać bezprawnego opracowania, które zostało dokonane bez uzyskania zgody twórcy i bez ujawnienia faktu, że do tego opracowania doszło.

Pamiętajmy również, że inspiracje, idee albo czerpanie z pomysłów będą z reguły dozwolone, jako że prawo autorskie nie chroni idei jako takich. Legalne będzie również przejmowanie nietwórczych elementów, a więc takich, które nie spełniają przesłanek utworu (nie są w wystarczającym stopniu wynikiem twórczości człowieka o indywidualnym charakterze).

Jak słusznie zauważono w jednym z orzeczeń, „wykorzystanie cudzego pomysłu, a nawet imion z cudzego utworu, przy oryginalnej treści nowego dzieła, nie stanowi jeszcze opracowania cudzego utworu, ale własny oryginalny utwór” (tak Sąd Najwyższy w wyroku z 16 lutego 1962 roku, II CR 528/61, niepubl.). Do plagiatu dojść może dopiero po spełnieniu wszystkich powyżej wymienionych przesłanek, choć i wówczas ocena wcale nie musi być oczywista. Z tego względu warto zasięgać opinii biegłego muzykologa, który będzie w stanie rzetelnie porównać utwory i przeanalizować ich budowę. Są to przecież wiadomości specjalne, które wymagają przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego w procesie.

Choć spory sądowe mogą być próbą uzyskania rozgłosu, to należy pamiętać o poważnych skutkach plagiatu oraz o odpowiedzialności sprawcy nie tylko na gruncie prawa cywilnego, ale również i prawa karnego, bowiem przestępstwo przywłaszczenia sobie cudzego autorstwa zagrożone jest grzywną, karą ograniczenia wolności albo nawet pozbawienia wolności do lat 3.

W odniesieniu zaś do sporów cywilnych w grę najczęściej będą wchodziły roszczenia pieniężne, choć dodatkowo twórcy mogą wnosić między innymi o zaniechanie dalszych naruszeń lub usunięcie skutków tych naruszeń (na przykład poprzez złożenie przez naruszyciela konkretnego oświadczenia). Co prawda kwoty zasądzane przez polskie sądy mogą odbiegać od standardów amerykańskich, tym niemniej mogą stanowić istotną rekompensatę dla poszkodowanego twórcy i odstraszyć potencjalnych naruszycieli od podobnych działań w przyszłości.

Warto więc zasięgnąć opinii ekspertów – muzykologów i prawników, którzy łącznie będą w stanie ocenić, czy do naruszenia praw doszło. Właściwa ocena wymaga jednak przeanalizowania całokształtu konkretnej sytuacji, bo nierzadko liczy się ogólne wrażenie muzyczne. Również kwestie dowodowe i formalne mogą mieć czasem większe znaczenie niż podstawy merytoryczne, ale to zostawmy już prawnikom…

 

[1] Sprawa Bright Tunes Music Corp. przeciwko Harrisongs Music, Ltd., 420 F. Supp. 177 (S.D.N.Y. 1976), U.S. District Court for the Southern District of New York – 420 F. Supp. 177 (S.D.N.Y. 1976), 1 września 1976. W tym przypadku ostatecznie doszło do zasądzenia odszkodowania od George’a Harrisona. Następnie, co ciekawe, Harrison wykupił prawa do “He is so fine”. Spór jednak toczył się dalej w zakresie praw do utworu i był jednym z najdłuższych w historii, a ostatecznie prawa te zostały przyznane Harrisonowi na terytorium Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych, zaś Allenowi Kleinowi (managerowi Harrisona) – na pozostałym terytorium całego świata.

[2] Sygnatura sprawy: IL-2018-000095, The High Court of Justice Business and Property Courts of England and Wales, wyrok z 6 kwietnia 2022 roku.

#analiza muzykologiczna #inspiracja a plagiat #naruszenie praw autorskich #ochrona praw twórców #odpowiedzialność za plagiat #plagiat muzyczny #prawo autorskie w muzyce #spór o plagiat

Chcesz być informowany
o najnowszych wpisach na blogu?

  • - Podaj adres e-mail i otrzymuj informację o nowym wpisach na blogu SKP/IPblog prosto na Twoją skrzynkę
  • - Nie będziemy wysłać Ci spamu

Administratorem Twoich danych osobowych jest SKP Ślusarek Kubiak Pieczyk sp.k. z siedzibą w Warszawie, przy ul. Ks. Skorupki 5, 00-546 Warszawa.

Szanujemy Twoją prywatność dlatego przekazane nam dane nie będą przetwarzane i udostępniane poza SKP w innych celach niż ujęte w Regulaminie Serwisu. Szczegółowe postanowienia dotyczące naszego IP Bloga, w tym katalog Twoich uprawnień związanych z przetwarzaniem danych osobowych znajdziecie Państwo w Polityce Prywatności.